Zapiski Kobiety Wiejskiej......... Kizia 3313
Dodatkowy tekst
ZAPISKI
Ogrodnicy.... niedziela, 13 maj 2012, 17:00
Mam nadzieję, że to już ostatnie tak zimne dni:) Jeszcze tylko jeden Ogrodnik, Zimna Zośka i można będzie cieszyć się ciepełkiem. Jo "odpalił" ponownie piec, bo temperatura w domu spadła niepokojąco.
Na szczęście remonty na razie pokończone. Pokój wygląda całkiem przyzwoicie... muszę stwierdzić uczciwie, że moja zasługa w tym niewielka. Mój pracowity mąż nadszarpnął swoje zdrowie... rwa kulszowa, która raz go już dopadła zaatakowała ponownie... dostał 5 dni zwolnienia lekarskiego.
Chyba to już ten czas nadchodzi... po raz drugi w tym roku mój Jo na zwolnieniu... po prostu nie do uwierzenia:) Odpoczął i powolutku skończył co zaczął. Teraz moja kolej. Posprzątałam, dekoruję i cieszę się czyściutką "nową" jadalnią. Zielone zasłonki pięknie się komponują z karmelowym, delikatnym, kolorem ścian...  nowe okno daję światło i słońce... moje kwiaty też się cieszą:)
Mało mnie na blogowisku... bo cały wolny czas spędzam w ogrodzie. Mogę już w pełni oszacować zimowe straty. Siedmioletnia czereśnia... z przepysznymi czarnymi owocami za wcześnie puściła soki... prawdopodobnie już w styczniu... kiedy zrobiło sie całkiem wiosennie... potem przyszły mrozy i dokonały dzieła. Stoi taka biedna z zamarzniętymi suchymi pąkami... czereśni w tymi i kilku następnych latach nie pojemy, bo była jedynaczką. Bardzo mi jej żal... ale trzeba pomyśleć o następczyni... padła też jedna dorodna wiśnia, a z ozdobnych, czerwony rododendron, który jakoś ciężko się przyjmował i jedna z kolorowych wierzb na nodze... moja imienniczka. Miałam ich pięć i każda nosiła imię któregoś z nas. Może nie ma się czym przejmować, co ma być to będzie. Wierzba "Helenka" czuje się doskonale... w odróżnieniu od jej ludzkiej imienniczki.
Mama zrobiła się bardziej aktywna… co ma dobre i złe strony. Nie można spuścić jej z oka, bo zrobi krzywdę sobie albo innym. Muszę pilnować, żeby nie dokuczała zwierzętom… bo lubi je „dyscyplinować”laską, któregoś dnia mało nie spaliła domu, włączając piec,  nie pierwszy raz zresztą.
Aktualnie „chodzi” na autobus i jedzie do domu po pieniądze… za wszystko chce płacić. Nie wiadomo skąd u niej ten pomysł… od dawna nie wspominała o pieniądzach.  Patrzę na nią i nie mogę się nadziwić tajemnicy ludzkiego mózgu… są dni kiedy potrafi mówić logicznie, odpowiada w miarę poprawnie na pytania… a potem nagle mówi takie rzeczy, że trudno cokolwiek zrozumieć… taki zlepek nic nie znaczących słów.
Oprócz Loka … naszego starszego psa… cieszymy się zdrowiem. Jo świeżo odzyskanym. W poniedziałek idzie do pracy. Fajnie było być razem w domu. Miałam trochę więcej swobody, mogłam porozmawiać z kimś przy porannej kawie… znów zostanę sama z mamą i jej A. Nawet moja zaprzyjaźniona sąsiadka jedzie we wtorek na saksy.  Czasem sama siebie żałuję. Dobrze, że pogoda się poprawia… chociaż tyle szczęścia:) 


Kolejna niedziela.... niedziela, 22 kwiecień 2012, 14:58
Minął tydzień... a u mnie nadal remonty... na moje grzeczne zapytanie... kiedyż przewiduje koniec... Jo odparł, że zaplanował w ten sposób najbliższy miesiąc... Drapie, nakleja, coś wynosi, coś przynosi... a ja mam czekać cierpliwie na końcowy efekt. Nie powiem żebym była zachwycona. Kupiłam nowe zasłonki do jadalni... powiesiłam je narazie w kominkowym... co sie będą marnować.
W tym tygodniu Jo wziął urlop. Niestety wcale nie przyspieszy to prac remontowych. Znów mamy u siebie zdrowiejącego Kamyka. Pani doktor "zapomiała" powiedzieć  Pi, że po szkarlatynie trzeba bardzo uważać na malucha, przez najbliższe pół roku... bo choroba lubi się powtórzyć. Jak tylko zeszły mu krostki poospowe mój "mądry" synuś zabrał go na basen... i szkarlatyna powróciła. Znów antybiotyki... i zakaz uczęszczania do przedszkola... no i zdrowienie na wsi. 
Wczoraj cały dzień spędził na powietrzu... dziś zimno, ale ciepło ubrany też pochodził. Nie wiem co z tą wiosną... jeden ciepły dzień i znów zimica. Piec C.O. nadal "chodzi" i pałaszuje węgiel, już raz dokupiony... gdzie te wczesne, cieplutkie wiosny. I to ma być globalne ocieplenie.... 
Znów miałam zatarg w "naszej" aptece. Okazało się że 60x2 to wcale nie jest 120. Już zaczęłam wątpić w moją matematyczną wiedzę... na szczęscie w innej aptece farmaceutka była lepiej rachunkowo wykształcona... oszczędziło mi to 2 kolejnych wyjazdów do N.
Czasami nie mam już siły denerwować się... bo ile można... i tak jestem już strzępkiem nerwów. Czuję jak wokół mnie rośnie mur ludzkiej obojętności i ignorancji.... a ja nic nie mogę zrobić...
Czekam na przyjzd Di... tylko, że ona  jeszcze nawet w przybliżeniu nie określiła terminu. Widzę jak coraz bardziej wrasta w ten swój Dublin. Niby czuje się zmęczona pracą, rozłąką z nami... ale nic nie robi, żeby to  zmienić. Nie mogę i chyba nie chcę naciskać... to jej życie... przynajmiej sama je sobie  wybrała.
I żeby nie było tak ponuro chciałam na koniec jakiś optymistyczny akcent... ale nic nie przychodzi mi do głowy... może muzycznie... tylko, że muzykę wolę teraz taką bardziej refleksyjno-nostalgiczną:)


 
I jeszcze to ... dobry stary rock :)

 
Niemrawa wiosna i remonty... niedziela, 15 kwiecień 2012, 17:21
Wiosna niby przybyła... ale taka jakaś smutna i niemrawa... a może to ja taka właśnie jestem. Nie potrafię się cieszyć... wszystko mnie drażni.
Spać, spać i obudzić się w innym piękniejszym świecie, a może wcale... Zawsze byłam śpiochem...  teraz traktuję sen jak rodzaj terapii... tylko, że nie mogę poświęć mu tyle czasu ile bym chciała:)
Ale dość już użalania się nad sobą.
Święta minęły i bardzo dobrze... spędziliśmy je w ścisłym gronie... więc powodów do radości nie było za wiele. Na drugi dzień wpadły dzieci... ale tylko na chwilkę na obiad... Cieszę się kiedy u nich wszystko dobrze. Są zdrowi, zadowoleni. To ostanio jeden z niewielu powodów do radości. U Di też chyba wszystko w porządku. Jest zapracowana, zakochana. I to ostanie wbrew pozorom wcale mnie nie uszczęśliwia. Narazie nie będę zagłębiać się w szczegóły... bo, może wcale nie mam racji. Bardzo bym chciała tym razem się pomylić.
Zaczeliśmy mały remont jadalni. Poprzedni właściciel z niewiadomych powodów zamurował okno od wschodu, zostawiając tylko jedno północne. Pokój, dość duży zrobił się ciemny i wilgotny. Postanowilismy wrócić do stanu poprzedniego i wstawić okno. Strasznie dużo z tym pracy, mury w naszym domu są okropnie grube, a Jo nie ma już tyle sił do dawniej. Na szczęście Pi przybył z pomocą. Przy okazji chcemy pokój odnowić i chociaż to wydawać by się mogło najmiej potrzebne pomieszczenie, to wyłączenie go jest nie lada problemem. Duży stół przenieślismy do saloniku, zagracająć go całkowicie... a inne meble i przedmioty upchane tam i tu tworzą bałagan w całym domu.
Babskie marudzenie... chciałoby się mieć ciasto i zjeść ciastko... a tak się nie da:)
Myślę ze prawdziwa wiosenna pogoda postawi mnie na nogi... zapowiadają niebawe 20, a nawet więcej stopni na plusie i tego mi chyba trzeba... Może nawet moje nerki przestaną mi dokuczać...
Słońce i ciepło antidotum na całe zło:)))

Co ja porabiam???:))) czwartek, 29 marzec 2012, 22:42
Sprzątam... dom, ogród... myję, pucuję, zamiatam, wymiatam, wyrzucam, a czasem nawet palę... wiem, że jak zwykle nie zrobię połowy zaplanowanych rzeczy... nie starczy mi czasu, mój zapał opadnie jak... no może bez porównań:))), ale wiosna tak właśnie na mnie działa. Chce mieć wokół pięknie, czysto, przejrzyście... to pewnie różnokolorowe krokusiki, niebieściutkie, żółte i inne cebulki, których nazw nie pamiętam, ale zakwitły i od razu mi lepiej... przynajmniej kiedy świeci słońce i mogę się godzinami na nie gapić... to taki mój prywatny, coroczny cud... nie wymarzły, przeżyły i KWITNĄ...
No i święta już  bliziutko… ale chyba przestałam się przejmować. Tylko te prognozy… dobrze, że nie zawsze się sprawdzają.
Kamyczek nadal choruje… szkarlatynę leczyliśmy wspólnie,  a teraz dręczy go ospa. Pi  wyhodował sobie piękną anginę… chyba już zapomniałam jak to jest z maluchami… między innymi dlatego nie chciałabym mieć znów 30 lat:)
Byłam z mamą u jej lekarza specjalisty. Jak zwykle zadziwiła mnie jego beztroska ignorancja… na większość moich… może naiwnych pytań… obiecał znaleźć odpowiedź… NIEBAWEM… zapisał sobie wszystko na skrelotce (kolorowa karteczka samoprzylepna) i przykleił do kartoteki mamy… wyszukał jednak tańszy odpowiednik okropnie drogiego lekarstwa i dał stosowne zaświadczenie do lekarza rodzinnego… tak, że wizyta nie była taka całkiem stracona.
No i to chyba wszystko co ostatnio porabiam… no może jeszcze oglądam stare seriale… i czytam dość dziwne książki… o wróżkach, trollach, wampirach:))... 
myślałam, że nie lubię takich tematów… widocznie najtrudniej poznać samą siebie:) 



 
Truchta, drepcze, skrada się:) poniedziałek, 12 marzec 2012, 17:10
Czekam na nią każdą komórka swojego ciała... chociaż pewnie niewiele to zmieni... będzie jedynie przyjemniej. W niedzielę prognozy zapowiadają 20 stopni... może będzie... ale nie o takie jednorazowe skoki temperatury przecież chodzi...
Po dość gwałtownej kłótni z Jo o rozjeżdżone podwórko, mój mąż podjął męską decyzję. Kładziemy kostkę. Domagałam się tego od kilku dobrych lat, szczególnie o tej porze... ale zawsze były pilniejsze potrzeby. Wstępnie uzgodnił termin na 20 maja... po moich gwałtownych protestach udało się go znacznie przyśpieszyć i kostka już sobie spokojnie leży. Fachowcy okazali się solidni... co muszę przyznać troszkę mnie zaskoczyło. Pierwotne koszty nieco wrosły, co przezornie przewidzieliśmy... trawa może sobie już spokojnie rosnąć i kwiaty zakwitać... nikt ich nie rozjedzie koparką...
Udało nam się wreszcie wykwaterować nieuczciwą lokatorkę... niestety zaległych prawie 4000 zł pewnie nigdy nie zobaczymy....
Muszę przyznać, że perfidia niektórych osób jest zdumiewająca. Od samego początku popełniliśmy błąd wynajmując mieszkanie tej osobliwej parze.
On... niby przedsiębiorca budowlany pracujący w Niemczech... ona właśnie urodziła córeczkę i na gwałt potrzebuje mieszkania ... dotychczas mieszkała z teściową... a teraz kiedy pojawiło się małe dziecko… starsza pani zaczęła kręcić nosem... ślubu oczywiście nie mieli, różnica wieku ponad 20 lat... ale to w końcu nie nasze sprawy. Okazało się, że jest jeszcze drugie dziecko z poprzedniego związku, o czym nie zostaliśmy poinformowani. Chłopiec  uczeń drugiej klasy.
Kłopoty zaczęły się właściwie od początku... Odwlekali terminy, wciąż coś im się przydarzało, nieuczciwy kontrahent, niekompetentna sekretarka, choroba dziecka… itp. Jo dwukrotnie wypowiedział umowę najmu... oczywiście bez reakcji... obiecanki, ubolewanie i kłamstwa, kłamstwa.
Dług powiększał się gwałtownie. Pani Beata nie oszczędzała mediów... liczniki gazu, wody i prądu kręciły się jak oszalałe... tajemnicą jest co takiego robiła, zużywając AŻ tyle. No i w końcu miarka się przebrała.
Jo o pół roku za późno sprawdził kim jest nasza lokatorka i jej konkubin udając się pod adres zameldowania.
- Ładnie trafiliście - pytani - o wiadomą parę odpowiadali mieszkańcy malutkiej miejscowości... gdzie wszyscy się doskonale znają. Pani z opieki społecznej była zdumiona, że osoba pobierająca zasiłek i mająca własne mieszkanie socjalne wynajmuje inny lokal w mieście. Okazało się też, że nie jesteśmy pierwszymi oszukanymi przez Alka i jego partnerkę… i że woleliby, żeby się na nich nie powoływać… bo nie chcą kłopotów.
Natychmiast wypowiedzieliśmy umowę w trybie ostatecznym… oczywiście jak zwykle usłyszeliśmy obiecanki i protesty… bo jak można… ona ma dziecko… itd. itp.
Jo jako  praworządny i skrupulatny obywatel sprawdził czy możemy to zrobić zgodnie z prawem… kiedy uzyskał potwierdzenie… pojechaliśmy tam we trójkę… wraz z mamą, bo wprawdzie to my jesteśmy właścicielami mieszkania, ale tylko ona jest tam zameldowana, a świetle polskiego prawa, zameldowany lokator ma większe prawa od właściciela.
Rzekomo przebywający w Niemczech Alek siedział sobie spokojnie w kuchni i palił papierosa. Oboje rzucili się do nas z pretensjami, groźbami, wrzaskiem, wyzwiskami…
Posadziłam mamę w jej własnym fotelu… chociaż lokatorka usiłowała zapędzić nas do kuchni. Krzyczeli coś o wezwaniu policji… bo tak się nie robi, ona ma malutkie dziecko…  Zaaprobowałam pomysł, a nawet poprosiłam Jo żeby sam się do tego zabrał. Wyjął telefon i usiłował połączyć się z komisariatem. Chyba był mocno zdenerwowany bo jakoś mu się nie udało. 
Alek nieco spuścił z tonu i zaczął mgliście obiecywać spłatę całego zadłużenia… ale kiedy wyciągnęłam rękę i powiedziałam, że tu i w tej chwili chcę moje pieniądze… nagle zerwał się, trzasnął drzwiami i uciekł z mieszkania. Zamknęłam starannie drzwi na zamek.  
Reszta okazała zupełnie prosta. Pani Beata po zniknięciu konkubenta natychmiast zmieniła front z agresji na biedną poszkodowaną… zrobiła się całkowicie uległa kiedy powiadomiliśmy ją tym, o czym wiedziała doskonale… długach, mieszkaniu socjalnym, opinii w miasteczku…. W całkowitej zgodzie spakowaliśmy  jej skromny dobytek. Poprosiliśmy o pomoc Pi , który czekał pod telefonem na rozwój wypadków… w końcu różnie to być mogło, Zostałam nawet nianią malutkiej, kiedy mój mąż z panią Beatą wywozili kolejny transport naszym samochodem. Alka zobaczyłam jeszcze raz kiedy z dwoma dryblasami wpadł… żeby zabrać stary telewizor… chciałam mu podarować jeszcze jeden… też stary , który był na wyposażeniu mieszkania… powiedział że ON NIC CUDZEGO NIE POTRZEBUJE…
Pani Beata zobowiązała się spłacić zaległy dług w ratach… cóż… raczej w to nie wierzę. Do sądu też nie pójdę… Porządkując lodówkę znalazłam całą baterię dziwnych malutkich buteleczek z jakimś środkiem być może uspakajającym i opakowania luminalu… każdy ma swoje problemy… tylko, że niektórzy sami je sobie stwarzają.
Po tej niemiłej przygodzie dopadła mnie grypa żołądkowa, która nie istnieje w słownictwie medycznym… muszę stwierdzić, że to jeszcze gorsze paskudztwo niż ta oficjalna. Wcześniej męczyła Jo chociaż on twierdził, że zatruł się kapuśniakiem, który zjadł w pracy. Ja oprócz dietetycznego śniadania nie jadłam nic, a i tak przez 2 dni prawie umierałam. Dziś czuję się już lepiej ale jestem słaba jak niemowlę… mam tylko nadzieję, że nie sprzedałam wirusa malutkiej, którą musiałam się zajmować przez kilka godzin. No i raczej dziś nie pójdę na salsę… czego ogromnie żałuję… przyznam się w tajemnicy, że to moja największa przyjemność w tygodniu:) Z wiekiem hierarchia przyjemności też się zmienia:)))


<< Maj 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
Archiwum
Rok 2012
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec

 

 O jesieni, jesieni

Niech się wszystko odnowi, odmieni....
O jesieni, jesieni, jesieni .....
Niech się nocą do głębi przeźrocza
nowe gwiazdy urodzą czy stoczą,
niech się spełni, co się nie odstanie,
choćby krzywda, choćby ból bez miary,
niesłychane dla serca ofiary,
gniew czy miłość, życie czy skonanie,
niech się tylko coś prędko odmieni.
O jesieni!... jesieni! ... jesieni!

 

Ja chcę burzy, żeby we mnie z siłą
znowu serce gorzało i biło,
żeby życie uniosło mnie całą
i jak trzcinę w objęciu łamało!
Nie trzymajcie, nie wchodźcie mi w drogę
już się tyle rozprysło wędzideł ...
Ja chcę szczęścia i bólu, i skrzydeł
i tak dłużej nie mogę, nie mogę!
Niech się wszystko odnowi, odmieni! ...
O jesieni! ... jesieni! ... jesieni.
Iłłakowiczówna Kazimiera

 
 





 



















 

O mnie
kizia3313
58
,
całkiem maleńka wieś
Słówko o mnie
Kobieta...z pewnoscią dojrzała, lubię kwiaty i zwierzęta, słucham muzyki, czytam, lubię ludzi, kocham moją rodzinę, a mój dom...to moje- spełnione marzenie
Zobacz mój profil
Statystyki
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
11667
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
1017
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
17
Księga gości
 

GERBERA KWIAT SŁOŃCA

Dostałam go od
 exel2345 (www.exel12345.blog.interia.pl/), mojej blogowej przyjaciółki, oraz meganianny (megianna.blog.interia.pl/) wakacyjnej sąsiadki jak mnie nazwała:)
którym serdecznie dziękuję i oddaję go wszystkim których lubię i szanuję i z którymi mam częsty i miły kontakt nie tylko wirtualny:)
Żeby nikogo nie urazić wymieniam w kolejności alfabetycznej, bo każdy z nich jest mi bliski... chociaż z zupełnie różnych powodów:) :
Baw60, Exel12345, Foresta,
Halinkaboska, Janciazmrowiska, Kresowianka,
Meganiana, Orzechowa, Pibocha,
Tadeusz i Helenka, Tamiran, Trójkowiczka, Zawszelkacenę,
oraz tym, którzy mnie tu odwiedzają i czasem mi o tym mówią:)


A to nagroda - niespodzianka od Foresty
http://foresta5.blog.interia.pl/
Za którą bardzo dziekuję i dedykuje tym co wyżej:)

                           
       ***
Jednostronna znajomość między mną a wami
rozwija się nie najgorzej.

Wiem co listek , co płatek, kłos , szyszka , łodyga,
i co z wami się dzieje w kwietniu, a co w grudniu.

Chociaż moja ciekawość jest bez wzajemności,
nad niektórymi schylam się specjalnie,
a ku niektórym z was zadzieram głowę(...)
Milczenie roślin- W. Szymborska

















 
 

***
o moim domu
którego sciany
z ciepłych niedomyślonych słów
napiszę najpiękniejszy wiersz (...)
Halina Poświatowska









***
Przemija magia chociaż wielkie moce
jak były są. W sierpniowe noce
nie wiesz czy gwiazda spada, czy rzecz inna
I nie wiesz czy to właśnie rzecz co spaść powinna.
I nie wiesz, czy przystoi bawić się w życzenia,
wróżyć? Z gwiezdnego nieporozumnienia?
Tak jakby wciąż stulecie było niedwudzieste?
Który błysk ci przysięgnie:iskra, iskra jestem,
iskra naprawdę z ogona komety,
nic tylko iskra co łagodnie znika-
to nie ja spadam w jutrzejsze gazety,
to tamta druga obok, ma defekt silnika.
Spadajace z nieba -W. Szymborska



 
Jest czas rodzenia i czas umierania; czas sadzenia i czas wycinania tego co sadzone; czas rozrzucania kamieni i czas zbierania kamieni; czas...
Eccl.III, 2-8








 
"mówisz że jazz-band jest dziki
że płacze jak wicher w kominie
i że cię przeraża 
to minie
nuty życia czyż nie są dzikie
życie jest zamentem i krzykiem
przecież przyszliśmy na świat wśród takiej muzyki"
(M. Pawlikowska -Jasnorzewska)

www.youtube.com/watch

www.youtube.com/watch

www.youtube.com/watch

www.youtube.com/watch

www.youtube.com/watch

www.youtube.com/watch

www.youtube.com/watch

www.youtube.com/watch

www.youtube.com/watch

www.youtube.com/watch

www.youtube.com/watch

www.youtube.com/watch

www.youtube.com/watch

www.youtube.com/watch

www.youtube.com/watch

www.youtube.com/watch

radiopromyczek.com.pl/
 
Zobacz serwisy INTERIA.PL